Hipoteki – kolejny etap

Czy dziś pamięta ktoś jeszcze o problemie kredytów we frankach szwajcarskich? Jeśli tak, to najczęściej sami zainteresowani lub rzadziej politycy, którzy od lat obiecują jego rozwiązanie. Póki jednak gospodarka się kręci, kurs chf jest w miarę stabilny, a oprocentowanie niskie, nikt z pełną mocą nie wraca do tematu. Komisja Nadzoru Finansowego znalazła jednak inne pole minowe na rynku kredytów hipotecznych, dlatego pracuje nad nowym rozwiązaniem – kredytami ze stałym oprocentowaniem.

Zupełnie nieznane

Ten sposób pożyczania w Polsce praktycznie jest zupełnie nieznany. Wystarczy spojrzeć na europejskie statystyki by zobaczyć, w jakim miejscu jesteśmy. Mówiąc wprost – na szarym końcu. 99,5% wszystkich kredytów hipotecznych w naszym kraju opartych jest o zmienną stopę procentową, czyli WIBOR + marża banku. Na drugim końcu jest Belgia. Tam jest ich zaledwie 0,5%, w Niemczech nieco ponad 12%, Holandii 13%, Wielkiej Brytanii 18%. Nawet w Czechach jest ich dużo mniej niż w Polsce, bo tylko 30%. Czym zatem różni się jeden kredyt od drugiego? Oprocentowanie a zatem rata tych rozpowszechnionych w naszym kraju może się zmieniać. Wszystko zależy od stóp procentowych NBP, czyli w dużej mierze od inflacji. Te ze stałym oprocentowaniem gwarantują stałą wysokość raty nawet, jeśli stopy procentowe rosną. Najważniejszą różnicą jest jednak to, że te pierwsze są tańsze, ale też bardziej ryzykowne. Warto przypomnieć, że te we frankach też były tańsze i też bardziej ryzykowne…

Dobrze do czasu…

Dziś nikt nie przywiązuje większej wagi do tego, co może się stać, gdy stopy procentowe wzrosną, bo póki co jest dobrze i wszystkim to pasuje. Średnie oprocentowanie kredytu to dziś 3,70% w skali roku. Na tę wysokość składa się WIBOR i marża banku (1,7% + 2%). Tak niski WIBOR mamy mniej więcej od 2015 roku, więc ci, którzy zaciągnęli w tym czasie kredyt mogą nie wiedzieć, że w ostatnich latach bywał on o wiele wyższy. Nie tak dawno, bo w 2008 r. zbliżał się do 7%! Wcześniej był jeszcze wyżej. Kredyty o stałym oprocentowaniu wprawdzie są w Polsce dostępne, ale oferta banków jest szczątkowa. Znajdziemy ją może w 2-3 bankach, a oprocentowanie takiej pożyczki sięga nawet niemal 5%. Można je obniżyć, ale trzeba dokupić kilka innych bankowych produktów, typu fundusze inwestycyjne, ubezpieczenie lub założyć konto i zadeklarować stałe wpływy. Po co zatem dopłacać do kredytu skoro można wydawać mniej? Ano po to, by mieć spokój finansowy i gwarancje stałej raty np. przez 5 czy 10 lat bez względu na to, co dzieje się z inflacją i stopami procentowymi. Niższa rata z ryzykiem czy wyższa bez? Typowy hazard. Na razie jednak marność wyboru sprawia, że musimy grać w tę ruletkę.

KNF wchodzi na rynek

By uzmysłowić sobie, co może dziać się z kredytem w przypadku wzrostu inflacji wystarczy spojrzeć jak rośnie rata, gdy WIBOR dochodzi do poziomu tego z 2008 roku. Zwykle w przykładach podawany jest kredyt na 300 000 zł zaciągnięty na 30 lat. Dziś miesięczna rata to mniej więcej 1380 złotych. WIBOR na poziomie 6,65% z marżą 2% to rata zbliżająca się do 2400 zł. Wyższa o ponad 70%. Trudno zakładać, że w najbliższych latach tak mocno wzrośnie nam inflacja a tym samym stopy procentowe. Szczególnie, że RPP chce je utrzymać jak najdłużej na niskim poziomie i mówi o tym wprost. Gwałtownego wzrostu kursu franka szwajcarskiego też jednak nikt nie zakładał. Dlatego KNF dmucha na zimne i szykuje nową rekomendację. Wprawdzie rekomendacja jak sama nazwa wskazuje nie jest nakazem, ale nie znam banków, które nie stosują się do sugestii wychodzących z Komisji Nadzoru Finansowego. Żaden bank nie chce popsuć sobie relacji z tą instytucją. Poza tym, na wprowadzeniu nowych rozwiązań zyskać mogą tylko klienci banków. Jeśli wszystkie obecne na rynku wprowadzą do oferty kredyty ze stałym oprocentowaniem, będzie w czym wybierać. To z kolei doprowadzi do tego, że różnica miedzy dotychczasowymi kredytami, a nowymi nie będzie oprocentowana na 1%-1,5% jak teraz, ale np. 0.5%. Wtedy nie będziemy skazani na ruletkę, a zyskamy możliwość realnego wyboru z pozytywnym skutkiem dla naszych finansów.

Mało? Czytaj kolejny wpis...

Przeczytaj też