Plan i pohamowanie, czyli jak świętować i nie zbankrutować

Gdy z telewizora i witryn sklepowych wszystko krzyczy „kup mnie”, „musisz to mieć”, a do tego z głośników płyną radosne świąteczne dźwięki, ciężko jest nie przesadzić. Dlatego jak zawsze, gdy emocje biorą górę, trzeba podejść do świątecznej gorączki ze spokojem i chłodną głową. Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić?

Najlepiej jest usiąść przy stole z rodziną i omówić, jak nasze tegoroczne Boże Narodzenie ma wyglądać. Czy spędzamy je w swoim domu, czy u dziadków, a może w jeszcze innej konfiguracji? Kluczowa informacja to taka, czy jesteśmy gospodarzami kolacji wigilijnej i kolejnych świątecznych dni, bo wiadomo, że wtedy większość obowiązków i kosztów spada na nas.

Najpierw budżet

Zachowanie takiej kolejności daje gwarancję, że nie będziemy czekać z utęsknieniem styczniowej pensji, tylko po uniesieniu świątecznych wydatków jesteśmy w stanie finansowo normalnie funkcjonować. Aby określić świąteczny budżet, weźmy pod uwagę, jakimi środkami dysponujemy każdego miesiąca na codzienne wydatki związane z jedzeniem, przyjemnościami, ubraniami itp. Jeśli stosujemy budżetowanie jako metodę zarządzania pieniędzmi, będzie to o wiele łatwiejsze. W takiej sytuacji przeznaczamy ok. 10% z budżetu na życie i podobnie ze zgromadzonych wcześniej pieniędzy na duże wydatki. W innym wypadku niech wydatki związane z organizacją świątecznych przyjemności nie przekraczają 20% miesięcznych przychodów. Według zeszłorocznych danych polska rodzina wydaje na święta średnio 882 zł, z czego 451 zł na prezenty, 342 zł na jedzenie, 89 zł na spotkania towarzyskie.

Potem przejrzenie tego, co mamy, i zaplanowanie zakupów

Dużo produktów spożywczych przechowujemy w domu długoterminowo. Jeśli idziemy na zwykłe zakupy, często nie pamiętamy, co mamy w szafkach. Dlatego radzę przed świątecznymi zakupami zrobić przegląd domowych zapasów spożywczych, a także tych miejsc, gdzie trzymamy np. papier do pakowania prezentów z motywami świątecznymi, bombki czy inne dekoracje. Rzadko po 12 miesiącach pamiętamy, co nam zostało po ostatnich świętach.

Następny krok to zdecydowanie lista potraw na Wigilię i kolejne dni. Na jej podstawie robimy skrupulatną listę zakupów z odniesieniem do zaplanowanego budżetu, i dopiero potem można wyjść do sklepu. Polecam wzięcie ze sobą wyłącznie gotówki, dzięki czemu na pewno nie wydamy więcej ponad to, co zakładaliśmy. Poza tym sama robię zakupy, nawet spożywcze, dużo wcześniej, aby nie poddać się gorączce, muzyce i zapachom w sklepach. Lubię też mniejsze sklepy i sieci handlowe, co realnie przekłada się na mniejsze wydatki.

Nawet jeśli się okaże, że mamy bardzo małą sumę na świąteczne zakupy, to sama świadomość ograniczonego budżetu otwiera nowe horyzonty. Inaczej gospodarujemy wtedy pieniędzmi, jesteśmy ostrożniejsi w wydawaniu. Poza tym prezentów wcale nie trzeba kupować, można je zrobić! Można też zaleźć kapitalne drobiazgi związane z czyjąś pasją, i to za stosunkowo niewielkie pieniądze. Przemyślany, indywidualny podarunek sprawi dużo więcej frajdy niż drogi gadżet kupiony bez refleksji. Można się też zrzucić w kilka osób i podarować coś bardziej wartościowego. Na kolację wigilijną zaprośmy rodzinę, przyjaciół i niech każdy coś przyniesie. Jest cała masa rozwiązań, których nie dostrzegamy. Trzeba się tylko otworzyć i pomyśleć.

Podsumowując: plan, pohamowanie i pozytywne nastawienie – to moja recepta na święta. Jeśli z niej skorzystamy, będzie satysfakcja, że nie zmarnowaliśmy jedzenia ani pieniędzy, że zapanowaliśmy nad wszystkim i spędziliśmy dobrze ten wyjątkowy czas.

Mało? Czytaj kolejny wpis...

Przeczytaj też