Zatory płatnicze – przekleństwo biznesu

Polska gospodarka już dawno nie rozwijała się tak szybko jak teraz. Tempo wzrostu PKB w dwóch pierwszych kwartałach 2018 roku przekroczyło 5%. Aż strach pomyśleć jak byśmy rośli gdyby nie zatory płatnicze. Opóźnienia w regulowaniu faktur są w Polsce tak naturalne jak to, że rano wstaje a wieczorem zachodzi słońce. Niestety…

Boli każdego – nie tylko przedsiębiorców

Jeśli ktoś, kto nie prowadzi firmy lub nie ma własnej działalności gospodarczej, twierdzi, że zatory płatnicze to jakiś tam problem biznesmenów niech sobie wyobrazi, że za wykonaną pracę, wypłatę dostanie po 3 miesiącach. Choć są takie firmy, które wykorzystując przewagę swojej wielkości wymuszają na kontrahentach 180-cio dniowy termin płatności. Poza tym, problem ten pośrednio może i często dotyka samych pracowników. Firma niemająca zabezpieczeń lub wysokiej płynności finansowej musi się jakoś ratować. Tym ratunkiem na końcu są opóźnione pensje lub zwolnienia pracowników.

Gorsze niż karuzela vat

Może to lekko przesadzone porównanie, ale chyba w ten sam sposób trzeba by do tego podejść. Bo nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego duża sieć handlowa, która za sprzedany z półki towar dostaje gotówkę przy kasie, czyli po kilku czy najpóźniej kilkudziesięciu minutach na swoim kontrahencie, który mu ten towar dostarczył wymusza, co najmniej kilkudziesięciodniowy termin zapłaty? Jest tu jakieś racjonalne wytłumaczenie? Jest. Choć nie koniecznie racjonale. Sprawa nie dotyczy jednak tylko sieci handlowych. Problemem jest także przerośnięta biurokracja i do granic w niektórych firmach rozdęty łańcuch akceptacji faktur. Szczytem absurdu jest z kolei wykonywanie przelewów tylko raz w tygodniu. Są takie firmy gdzie tak się jeszcze dzieje. I to w dobie wszechobecnej elektroniki… Rozumiem, gdy w dawnych czasach główna księgowa musiała chodzić do banku by robić przelewy. Ale dziś? Zupełnie nie do pomyślenia, ale taka praktyka jeszcze funkcjonuje. Tym, którzy tkwią jeszcze w starym systemie powiem tylko, że żyjemy już w czasach, gdy przelewy można robić na nr telefonu…

Kto opóźnia?

Oczywiście nie we wszystkich, ale w wielu przypadkach odpowiedź jest bardzo prosta. Opóźniają ci, którzy nie chcą zaciągać kredytów w bankach. Bo proszę sobie wyobrazić ile oszczędzają firmy mające milionowe obroty na kilkumiesięcznym przeciągnięciu płatności. Roczne odsetki od kredytu w wysokości miliona złotych to kilka procent. Załóżmy 5%. Przeciągnięcie płatności oznacza w tym przypadku oszczędności rzędu 50 tysięcy rocznie. A jeśli firma ma 100 milionów obrotu, zarabia na swoich kontrahentach, nie płacąc im na czas a tym samym nie pożyczając pieniędzy z banku – 5 milionów rocznie. Wiem, że to wyliczenie jest spłycone i bardzo proste, ale ma pokazać, że w wielu przypadkach ci duzi z dominującą pozycją kredytują się kosztem tych słabych i małych firm.

Coraz gorzej

Wszystkie dane firm badających rynek pod tym kątem informują, że dziś sytuacja jest najgorsza od ponad dwóch lat. Co więcej z niepłacącymi w terminie firmami ma obecnie problemy aż 85% polskich przedsiębiorców. Przy tej okazji dodać, że np. w Szwajcarii w terminie płaci prawie 70% podmiotów, trochę tylko gorzej jest w Niemczech. Polska ze swoim wynikiem jest na szarym końcu Unii Europejskiej. A podobno tak szybko się rozwijamy a pieniądz krąży w gospodarce w zawrotnym tempie..

Nastroje

W gospodarce funkcjonuje coś, co nazywa się Indeksem PMI. Nazwa pewnie niewiele mówiąca, ale indeks ważny, bo pokazuje nastroje przedsiębiorców, czyli ich oczekiwania, co do przyszłości. Polska ma drugi od końca najgorszy wynik w Unii. Z innego badania z kolei wynika, że aż 94% przedsiębiorców uważa, że będzie miało problemy z nieuczciwymi kontrahentami w najbliższych miesiącach. Dziś firmy średnio na zapłatę faktur czekają 100 dni. Rząd, który zlikwiduje zatory płatnicze w Polsce będzie przez przedsiębiorców noszony na rękach.

Mało? Czytaj kolejny wpis...

Przeczytaj też