Życie w sieci

Na hasło „Życie w sieci” nasze skojarzenia w większości przypadków biegną do portali społecznościowych, do zdjęć, które publikujemy, czy do tego, czym w Internecie chwalimy się przed innymi. Tymczasem obok, kwitnie inne życie – życie związane z ogromnymi pieniędzmi. Chodzi o zakupy online. Już za chwilę, choć dziś może to trudno sobie wyobrazić, więcej będziemy kupować w sieci niż w tradycyjnych sklepach.

Jeszcze dekada              

Dziś trudno już znaleźć kogoś, kto choć raz nie zrobiłby zakupów w sieci. Oczywiście w najmłodszych grupach wiekowych ten odsetek jest najwyższy. Z badania Gemius wynika, że 56% osób obecnych w sieci wykorzystuje ją do robienia zakupów. Inne ciekawe analizy, pokazują, że na koniec tego roku w Internecie wydamy blisko 50 miliardów złotych (badania grupy Integer). Żeby dobrze uświadomić sobie jak wielka to kwota wystarczy powiedzieć, że tegoroczne wpływy do budżetu państwa to 355 miliardów. Jednak, aby jeszcze dobitnej to podkreślić warto wskazać, że to kwota zbliżona do tej, jaką my, jako wszyscy obywatele tego kraju zapłacimy w ciągu całego roku w formie podatku PIT. Według przewidywań za osiem lat sprzedaż w sieci będzie stanowiła 40% całego handlu. Co będzie dwa, czy kilka lat później można się tylko domyślać.

Koniec strachu?

Jeszcze do niedawna zakupy w sieci postrzegane były, jako nie do końca bezpieczne. To nastawienie ulega jednak szybkiej zmianie. Ze wspomnianego wcześniej badania wynika także, że ponad jedna czwarta z nas zakupy w sieci uważa za całkowicie bezpieczne a prawie połowa za łatwe i nieskomplikowane. Ciekawszy jest jednak inny wynik. Bardzo znacząco, bo z 16% rok temu do 23 w tym wzrósł odsetek osób kupujących a granicą. Handel rośnie bardzo szybko w skali globalnej, ale w Polsce ma szansę rosnąć szybciej niż średnia. Wszystko przez wprowadzony jakiś czas temu zakaz handlu w wybrane niedziele. Warto pamiętać, że za niewiele ponad rok te wybrane zamienią się we wszystkie niedziele. Ustawa tak, bowiem została napisana by od 2020 roku każda niedziela była tą niehandlową. Wartość transakcji będzie rosła również, dlatego, że wiele branż przenosi się do sieci. Wystarczy choćby wspomnieć o zamawianiu jedzenia. Co więcej błyskawicznie rozwijają się także te sektory, które poza siecią nie istnieją – ot choćby wszystkie platformy filmowe.

Bezpieczeństwo

I choć na razie wszystko wydaje się piękne i kolorowe to nie można dać się uśpić i zwieść. Internet nie jest i nigdy nie będzie zwykłym sklepem, w którym towar zdejmujemy z półki a jeśli nam pasuje to póki, co możemy jeszcze zapłacić gotówką. Coraz szybciej dokonywane transakcje i mnogość rozwiązań technologicznych dają także pole do popisu tym, którzy najzwyczajniej w świecie chcą nas okraść. Dopóki, zatem handel w Internecie będzie istniał dopóty trzeba będzie przestrzegać pewnych zasad. Pierwsza i podstawowa dotyczy stopki sklepu internetowego. Oczywiście wszystkie dane z tej stopki można sprawdzić w sieci. Numery REGON czy NIP pokażą nam czy firma istnieje w rzeczywistości. Najważniejszy jest jednak adres siedziby i numer telefonu. Jeżeli sklep do kontaktu podaje tylko adres e-mail do razu powinniśmy być ostrożni. W przypadku reklamacji napisanie maila nie daje nam żadnej gwarancji, że ktokolwiek go przeczyta czy na niego odpowie. Najwięcej pewności daje nam póki, co stary, poczciwy telefon stacjonarny, najlepiej taki, który ktoś odbiera… Upewnienie się, że sklep istnieje naprawdę jest pierwszym krokiem do sukcesu.

Drugi to regulamin sklepu. To tam zawarte są wszystkie najważniejsze informacje, czyli m.in. te dotyczące płatności, terminu dostawy czy zasad reklamacji. Najistotniejsze są jednak szczegóły dotyczące zwrotu towaru. Zakupy w Internecie mają tę przewagę nad tradycyjną formą, że zakupioną rzecz prawie zawsze możemy zwrócić w ciągu czternastu dni bez podania przyczyny. Piszę prawie, bo są wyjątki. Tym wyjątkiem jest chociażby zakup przedmiotu przygotowanego na nasze specjalne zamówienie. W innych przypadkach sklep ma dwa tygodnie na oddanie nam pieniędzy. Nie zawsze jednak musimy płacić od razu. Ci bardziej nieufni zawsze mogą skorzystać z formy płatności za pobraniem. I wcale nie jest to dmuchanie na zimne. Zgodnie z prawiem, jeśli regulamin sklepu nie wskazuje inaczej, sprzedawca ma obowiązek dostarczyć nam towar w ciągu 30 dni. Termin wydawałoby się wystarczający jednak z badania Trusted Shops wynika, że aż 20% internautów narzeka na terminowość dostarczania przesyłek, 11% mówi o jej uszkodzeniu a 7% o tym, że zdarzyło im się nigdy nie dostać zakupionych przedmiotów. Wciąż zdecydowanie za dużo by mówić o tym, że handel w Internecie jest już tak samo bezpieczny jak ten tradycyjny.

Mało? Czytaj kolejny wpis...

Przeczytaj też